Błędy na weselu, czyli co zauważam na cudzych przyjęciach cz. 1


Chodzenie na wesela, których sama nie organizuję jest dla mnie super szansą na podpatrzenie ciekawych rozwiązań i mód, które niekoniecznie trafiają do ekskluzywnych gazet, ale polskim pannom młodym podobają się i tak. Co jeszcze zauważam? Błędy na weselu oczywiście! I muszę przyznać, że bardzo tego nie lubię…

Zawsze jest mi trochę przykro, gdy widzę niedociągnięcia podczas ceremonii ślubnej, a potem przyjęcia. Zastanawiam się, czy inni też je widzą i czy – broń Boże! – nie zwrócą na nie pannie młodej uwagi. Moim zdaniem wytknięcie ich jest najgorszym co można zrobić! I tak już jest za późno na poprawki, można za to swoimi uwagami popsuć młodej parze humor na cały wieczór. Więc kochani, rada od konsultantki – nawet jeśli coś się nie podoba, wszyscy siedzimy cichuteńko aż do końca przyjęcia!

Zastanawiałam się, czy błędy na weselu – przynajmniej te, z którymi się zetknęłam osobiście – da radę podzielić na jakieś kategorie, i wyszły mi tylko dwie, za to bardzo ważne. Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do:

1. Słabego przepływu informacji i nieinformowaniu gości o szczegółach.

2. Nadmiaru obowiązków i stresu, który wzięła na siebie panna młoda.

Uważam, że błędy w obu tych przypadkach widać na weselu gołym okiem.

Tekst wyszedł mi b. długi, bo i przykładów mam mnóstwo, podzieliłam go więc na dwie części. Część II już za tydzień, a tymczasem skupimy się na pierwszej kategorii błędów, czyli…

Goście nie znają szczegółów

Nic mnie tak nie irytuje, zwłaszcza gdy sama jestem jednym z tych gości. Uważam, że jest to oczywiście kwestia średniej organizacji (o tym w części II tekstu), ale efektem jest zwykły brak szacunku. Zastanawiałam się, czy to nie jest problem tylko przy okazjach, kiedy para młoda nie jest mi bardzo bliska, ale uważam, że to tylko pogarsza sprawę! Na każdym weselu znajdą się osoby, które nie są najlepszymi przyjaciółmi młodej pary – czy o planach weselnych i szczegółach mają wiedzieć tylko najbliżsi? Zamknięta klika, która zna tajniki harmonogramu wesela, wie wszystko o transporcie i potrafi znaleźć salę weselną… w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych? Na tego rodzaju błędy na weselu – zwłaszcza na TWOIM weselu! – nie może być miejsca!

Lekcja: informuj o wszystkim swoich gości! Uważam, że najlepszym tego rozwiązaniem jest wpisanie szczegółów na zaproszeniu ślubnym, tak aby każdy miał do nich dostęp, nawet jeśli zerknie na nie dopiero w dniu wesela. Nie licz na to, że rodzina sobie coś-tam przekaże, że goście ze sobą rozmawiają itd. Nie rozmawiają i nie przekażą sobie informacji o twoim weselu! To ty, jako gospodyni, musisz dopilnować, aby każdy gość czuł się zadbany i dobrze wiedział, z jakich udogodnień może na weselu skorzystać i co dokładnie zaplanowałaś. Tak, aby mógł na równi z innymi cieszyć się wszystkim tym, co organizowałaś przez długie miesiące!

Tego rodzaju błędy na weselu – przykłady z życia niżej podpisanej:

1. Goście nawet nie wiedzą, że czeka na nich transport.

Na jednym ze ślubów sala weselna była oddalona o jakieś 600 m od kościoła. Niektórzy goście przyjechali na ślub taksówkami, niektórych podwieźli krewni, niektórzy przyszli na piechotę (my akurat taksówką). Wszyscy grzecznie ustawili się do składania życzeń, a gdy ich kolej już minęła, zaczęły się ustalania kto z kim w jaki samochód może się zabrać, rodzice z małymi dziećmi i wózkami ruszyli w stronę sali weselnej, babcie wzięły wnuki pod rękę, nastolatki – w szpilkach i mini spódniczkach – z rodzicami przyłączyły się do pochodu. Ruszyliśmy i my. Żaden problem, przejdziemy się przecież. A potem dostaliśmy telefon od rodziny, że przecież są busiki, które przewiozą gości i czemu nie czekaliśmy.

Bo kiedy młoda para poinformowała o tym przybyłe osoby? Gdy skończyło się składanie życzeń. Czyli wtedy, kiedy większość gości już poszła na salę albo zorganizowała sobie podwózkę, albo zdążyła zamówić taksówki – absurd! – dla najstarszych i najsłabszych. Nieoznaczone i niepodpisane busy stały w rogu parkingu, zamknięte na cztery spusty, a najwyraźniej podjechały dopiero, gdy panna młoda do nich zadzwoniła. Proszę, nie traktuj tak swoich gości i – najlepiej na zaproszeniach – uprzedź ich o swoich planach. Albo wyznacz osoby, na których naprawdę możesz polegać, które będą informować gości o czekającym transporcie i zadbają o podstawienie busów. Tej sytuacji można było uniknąć na 1000 różnych sposobów.

2. Goście nie wiedzą, że są zaproszeni.

Przy jednej z okazji zaproszenia otrzymaliśmy na miesiąc przed ślubem. Ha, już widzę, że ciebie też to bawi! Informację o ślubie i weselu dostaliśmy 5 tygodni przed całym przedsięwzięciem. Zaznaczę tu, że było to wielkie przyjęcie planowane od roku, ok 150 gości, ślub kościelny, wesele do rana. Dlaczego nic nie wiedzieliśmy? Coż, domyślasz się, że raczej nie mam wrażenia, że ze względu na specjalne miejsce, jakie zajmujemy w sercach młodej pary.

Wyraźnie widać, że nie potrafili zorganizować wydruku zaproszeń, a potem nie poradzili sobie też z wręczeniem ich wszystkim zainteresowanym. Przy takim opóźnieniu – a nie oszukujmy się: wiedzieli, że mają opóźnienie – raczej trudno oczekiwać obecności wszystkich zaproszonych osób. Może wystarczyłby telefon z informacją i uprzedzeniem i przeprosinami, że zaproszenie jeszcze nie doszło? Ale wiecie – tak ze 3 miesiące wcześniej. Przy dyskusji rodzinnej padł tu argument, że już rok wcześniej na spotkaniach wspominali o lipcowym ślubie. Niestety nie wszyscy goście brali w tych spotkaniach udział! A może para młoda liczyła, że większość nie przybędzie jeśli tak późno podadzą termin…? No, jest to jakaś metoda.

3. Goście nie wiedzą, gdzie mają siedzieć.

To jest dla mnie tak podstawowa kwestia, że dłuższą chwilę nie mogłam uwierzyć, że sami mamy sobie wybierać miejsca. Niestety na tyle długą, że ktoś nas uprzedził i zajął te, które byłyby dla nas najlepsze. Wprawdzie stworzyliśmy stolik rebelii rodzinnej, ale kuzyn i kuzynka opóźnili się z parkowaniem samochodu i wylądowali przy stoliku w kącie z nieznanymi sobie osobami, równie zirytowanymi sytuacją, jak reszta.

A z czego to wynikało? Mogę tylko się domyślać, że z lenistwa panny młodej. Albo jej olewczego podejścia do gości. Zaplanowanie usadzenia gości to potężne przedsięwzięcie, ale jest spokojnie do wykonania w tygodniu poprzedzającym wesele, nie ma tu żadnych wymówek. Zignorowanie usadzenia gości jest najgorszą opcją z możliwych, bo przerzucasz na przybyłe osoby odpowiedzialność za znalezienie sobie miejsca, a w dodatku nastawiasz gości przeciwko sobie – bo ktoś ma lepsze miejsca niż ja, ktoś zajął te, które ja chciałam, ktoś siedzi tam, gdzie chciałem posadzić kuzyna/brata/kolegę. A jak walczą o dobre miejsca starsze osoby, hm? Usadzenie gości twój obowiązek i nie próbuj się od niego wymigać!

Część II z resztą przykładów już za tydzień! ;)

Umów się ze mną na konsultacje

Chcesz uniknąć błędów podczas przygotowań do wesela, oszczędzić czas i pieniądze? Napisz mi wiadomość ze szczegółami swoich rozterek i spotkajmy się, abym mogła przedstawić Ci rozwiązania. Dołącz do grona zrelaksowanych, uśmiechniętych panien młodych!

Napisz do mnie maila na justyna@koscielska.pl skorzystaj z formularza poniżej albo dowiedz się więcej »

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *