Czy sukienka ślubna musi być biała?

Pierwszym skojarzeniem ze słowem „ślub” jest zjawiskowa biała suknia skupiająca na sobie spojrzenia każdego z gości wypełniających majestatyczny gmach kościoła. Jednak presja noszenia bieli jest tak silna, że trudno sobie wyobrazić pannę młodą odzianą w inny kolor.

Agnieszka powraca. Była chyba kiedyś taka książka…

Wybrałam się z Agą na zakupy, w końcu trzeba wykorzystać sezon wyprzedaży. Sierpniowe upały sprawiły, że z każdym krokiem konsekwentnie odechciewało nam się robić cokolwiek, no ale mus to mus – a czy jest większy obowiązek w życiu kobiety niż zakupy?

Ślub Agnieszki zbliża się wielkimi krokami, co oznacza, że zostało do niego chyba z pięć lat. Aga protestuje i nie pozwala mi tak mówić, coś przebąkuje o dziewiętnastu miesiącach, ale ja nie umiem tego przeliczyć na polski. Zainspirowana jej rychłym (ha. ha.) zamążpójściem, zdałam sobie sprawę, że hasło “sukienka ślubna” nie pojawiało się zbyt często. To na pewno jakieś przeoczenie, przecież zostało tylko dwadzieścia jeden miesięcy, Aga na bank ma o niej chociaż jakieś wyobrażenie. Przyciśnięta, zaprezentowała mi całą galerię na telefonie.

Jej komentarze brzmiały niepokojąco:

„Mama wysłała mi taką”

„Koleżanka bratowej miała taką na ślubie”

„Babcia zrobiła takie zdjęcie”

„Babcia”! Słowo-klucz! Niebezpieczne tereny, na które konsekwentnie wypływa każda panna młoda. Zerknęłam na ekran: „Wysłano z iPhone’a”. Punkt dla babci.

– Ej, Aga, twoja babcia ci takie zdjęcia wysyła? Ładna ta sukienka – jedno spojrzenie na minę przyjaciółki utwierdziło mnie w przekonaniu, że zachowałam się jak zwykła świnia. – To znaczy, paskudna, w życiu nie widziałam takiego szkaradztwa, co też babcia sobie myślała! Te wszystkie plisy i falbanki, no koszmar jakiś!

– Naprawdę? – Aga nieco oklapła. – Mnie się nawet podobała…

Na wszelki wypadek się nie odezwałam. O, motylek leci… A to rzadka rzecz w centrach handlowych.

Na moje szczęście rozczarowanie szybko zmieniło się w złość.

– Justyna, nie rozumiesz co oni próbują zrobić?!

– Narzucić ci swoją wolę, jak każda szanująca się polska rodzina w przededniu ślubu ukochanego dziecięcia? Nawet jeśli do ślubu zostało trzydzieści siedem miesięcy?

– Trzydzieści dwa. Nieważne. Przecież te wszystkie sukienki są białe, czy oni kompletnie zwariowali?

Poczułam się okropnie. Nie dostrzegałam wcześniej problemu, który moją Agę dręczył najwyraźniej… no cóż, pewnie z jej tempem planowania, to od lat.

– Ja nie chcę białej sukienki, czy to tak trudno zrozumieć? Przecież biel jest okropna, nigdy mi nie pasowała, poza tym – Aga przyjęła ton używany zwykle podczas obrony magisterki – uważam, że jest bardzo passé.

– W modzie ślubnej?

– W każdej modzie. Justyna, czemu to spotyka właśnie mnie…? – Aga wyraźnie zaczynała się rozklejać. – Rynek kompletnie nie odpowiada na zapotrzebowania klientów! Wiem, że ja mam bardzo nowatorskie wyczucie stylu, ale jak to możliwe, że nikt jeszcze nie zaprojektował sukni ślubnej w kolorze innym niż biały? Mamy 2015 rok!

Przez chwilę zastanowiłam się, czy wyrywać moją Agę z jej własnego świata. To jak powiedzieć dziecku, że Święty Mikołaj nie istnieje. Albo właśnie, że istnieje. Chwila. Istnieje, zdecydowanie Święty Mikołaj istnieje, po prostu Aga o tym nie wie.

– Wiesz Justyna, ja chyba powinnam zostać projektantką-wizjonerką. Po prostu dostrzegam rzeczy, których inni nie widzą…

Pani ekspedientka wyrzuciła nas ze sklepu po dziesiątym przekleństwie, które padło z moich ust, czyli w trakcie wypowiadania drugiego zdania. Przyciśnięta do muru Aga wyznała, że dni poświęcała głównie na płakanie za kolorowymi sukniami, a nie sprawdzanie, gdzie można je dostać. Nie wiem, jakim cudem ta wieczna panna młoda przegapiła jeden z większych trendów 2015 roku: właśnie kolorowe suknie ślubne.

Oczywiście odcienie nie muszą być od razu w stylu disco, chodzi raczej o błękit (jak w przypadku tej sukni Monique Lhuiller), pastelowy róż, miętę, écru, lila, a nawet szarość. W Polsce biała suknia jest uznanym zwyczajem, ale nie jest obowiązkiem. Trudno sprzeciwić się wyborowi panny młodej ubranej w pudrowy róż albo romantyczny, zgaszony błękit. Nie pozwólmy, aby trendy docierały do nas z paroletnim opóźnieniem i same zacznijmy szukać wymarzonych odcieni w sklepach, u projektantów i krawcowych. Przecież sukienka nie musi od razu być czarna lub czerwona!

Przetrwałam jakoś mój wybuch nienawiści do braku zdecydowania i zwyczajowego dramatyzowania mojej przyjaciółki. Co ważniejsze, przetrwała też Aga, teraz już ze świadomością należną każdej pannie młodej – że sama ma prawo decydować, że to są jej własne wybory i że nie musi oglądać się na nikogo innego. Sama decyduje o swoim życiu i o swoim wyglądzie, może ubierać się, jak chce i sypiać, z kim chce. Zaciągnęłam ją na barykady, a w tle grało „Boże coś Polskę”.

Siadałyśmy w kawiarni, bo Adze zabrakło kofeiny. Ja zamówiłam melisę.

– Aga, to jaką ty byś w końcu chciała sukienkę?

– Wiesz – spijała powoli bitą śmietanę, rozpuszczającą się w ciepłym cappuccino – mnie się najbardziej podobają takie kremowe…

Chyba i dla niej, i dla mnie lepiej, że zostały jej jeszcze siedemdziesiąt cztery miesiące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *